Co łączy włoskie przestrzenie młodzieżowe, ośrodek kultury z Niepołomic, ogród społeczny z Kęt i Lublin? Na pierwszy rzut oka niewiele. A jednak każda z tych przestrzeni pokazuje inny sposób myślenia o tym, co znaczy tworzyć miejsce dla ludzi i razem z ludźmi. Miejsce wspólne z prawdziwego zdarzenia.

kolaż zdjęć z miejsc opisanych w artykule: odręczny rysunek z officina 52, zdjęcie na placu w Forli, zdjęcie gruoy osób przed Polem Kultury w Niepołomicach, zdjęcie ściany wpinaczkowej z Naszej Ściany
Kolaż z miejsc z podróży: Officina 52, Forli, Pole Kultury w Niepołomicach, Nasza Ściana w Ktakowie

Lubimy podpatrywać, jak robią to inni, a w ostatnim czasie mieliśmy okazję przyjrzeć się kilku ciekawym rozwiązaniom. Co przywieźliśmy z włoskiego Forlì, Niepołomic i Krakowa?

W Forlì jedno miejsce może mieć wielu gospodarzy

Jedną z rzeczy, które zwróciły jego uwagę, był sposób organizacji lokalnych przestrzeni:

„W Forli, inaczej niż w Lublinie, część przestrzeni zarządzanych jest równocześnie przez wiele organizacji równolegle”  – zwraca uwagę Maped.

W Niepołomicach nie każde miejsce musi robić wszystko

„To niby prosta rzecz, a istotnie wpływa na budowanie lokalnej wspólnoty. Zespół Pola Kultury wyszedł z założenia, że nie każde miejsce musi organizować podobne warsztaty, wydarzenia i spotkania. Nie każda placówka musi też być samowystarczalna i mieć duży, stały zespół instruktorski. Zamiast tego sprawnie funkcjonująca sieć, w której różne przestrzenie mają swoją tożsamość, ale wspólnie odpowiadają na potrzeby mieszkańców całej gminy.” – zauważa Joanna Ciesielka.

Różnorodność to także specyfika lubelskiej sieci przestrzeni młodych – 10 miejsc, a każde inne. Pytanie teraz brzmi: jak wykorzystać tę różnorodność, żeby wspólnie tworzyły coś więcej niż sumę pojedynczych działań? Czy to jest możliwe?

Zaufanie zaczyna się od przekazania kluczy

„Z tego miejsca szczególnie zapadła mi w pamięć jedna zasada: osoby, które chcą zorganizować inicjatywę dla mieszkańców gminy, mogą otrzymać klucze i samodzielnie skorzystać z miejsca. Zaufanie jest tam podstawą!” – wspomina Joanna.

Za taką decyzją kryje się całkiem duża zmiana w myśleniu o prowadzeniu przestrzeni. Można zapraszać mieszkańców do korzystania z gotowej oferty, budować program w konsultacji z publicznością czy korzystającymi. Można też pójść krok dalej i powiedzieć: to miejsce jest również wasze, możecie tu realizować własne pomysły.

Oczywiście takie rozwiązanie wymaga zasad i odpowiedzialności. Ale przede wszystkim wymaga zaufania. Trudno je budować, jeśli nie dajemy ludziom okazji, żeby z niego skorzystali.

A co, jeśli miejsce wspólne nie potrzebuje dotacji?

„Kiedy rozmawiamy o miejscach wspólnych, często myślimy o przestrzeniach prowadzonych przez samorząd, instytucje kultury albo organizacje realizujące projekty finansowane ze środków publicznych. Tymczasem o społecznym charakterze miejsca nie musi decydować jego forma organizacyjna czy źródło finansowania. Może ważniejsze jest pytanie, co rzeczywiście dzieje się między ludźmi, którzy z niego korzystają?” – zastanawia się Joanna Ciesielka.

Młodzież nie zawsze jest problemem. Czasami problemem jest to, jak próbujemy z nią pracować

Wracamy jeszcze na chwilę do Forlì. Dla Mapeda jednym z najważniejszych doświadczeń były rozmowy z osobami zajmującymi się pracą z młodzieżą w różnych krajach Europy:

 „To niezwykłe, że wszędzie borykamy się z takimi samymi, uniwersalnymi problemami w pracy z młodzieżą i praktycznie wszędzie to nie młodzież jest problemem xD”.

To zdanie, chociaż napisane z przymrużeniem oka, jest warte uwagi. Miejsca wspólne to nie tylko zarządzanie budynkiem, otwieranie drzwi, dosypywanie kawy do ekspresu czy organizowanie wydarzeń. To także praca ze społecznością. Czy widzimy w nich odbiorców i odbiorczynie naszych działań? A może te osoby mogą współdecydować, inicjować i brać odpowiedzialność?

“W pewnym momencie warto się zatrzymać i pomyśleć, czy to nadal my (animatorzy) jesteśmy gospodarzami czy może już gośćmi. W jakim stopniu to my decydujemy o przestrzeni, a w jakim robi to młodzież? Co możemy zrobić, żeby przestrzeń stała się prawdziwie wspólna?” – dodaje Maped. 

Podczas warsztatów w Forlì Tomek i Julia zdecydowali się opowiedzieć o wartościach, które są dla nich najważniejsze w pracy z młodzieżą. Zamiast skupiać się wyłącznie na konkretnych projektach czy rozwiązaniach, mówili o relacjach, trudnościach i momentach, w których dostrzegają efekty swojej pracy.

Maped opisał to tak:

„Jestem zachwycony każdą chwilą, kiedy widzę progres, nowe odkrycia dokonywane przez młodzież, z którą pracuję, dostrzegam drobne zmiany społeczne, przełamania. Każda drobna zmiana na jednym gruncie pociąga za sobą kolejne w niespodziewanych miejscach Oglądam te zmiany ze łzami wzruszenia”.

Właśnie takie doświadczenia przypominają nam, że efekty pracy w miejscach wspólnych nie zawsze dają się policzyć liczbą wydarzeń czy osób uczestniczących. Na szczęście coraz więcej grantodawców zdaje sobie z tego sprawę!

Czy da się napisać jeden przepis na miejsce wspólne?

Jedno jest pewne, z tych wizyt nie wróciliśmy z przekonaniem, że odkryliśmy idealny model prowadzenia przestrzeni. Zobaczyliśmy, jak wiele różnych rozwiązań może prowadzić do podobnego celu.

Wszystkie te przykłady prowokują jednak do wspólnego pytania:

Czy tworzymy miejsca, w których ludzie mogą po prostu przebywać, czy takie, na które naprawdę mogą mieć wpływ?

W Teatrikonie to pytanie towarzyszy nam na co dzień. Nie mamy na nie jednej, niezmiennej odpowiedzi. Uczymy się jej, prowadząc Kosmos, MAL i Spójnik, rozmawiając z mieszkańcami i przyglądając się temu, jak pracują inni.